Jak się dostać?

Opcja 1: Samolot

Jest to najwygodniejsza, najtańsza i najszybsza opcja dostania się na wyspę. Z własnego doświadczenia wiem, że loty bezpośrednie mogą, ale nie muszą być droższe. Decydując się na lot z przesiadkami proponuję rozglądać się za połączeniami z Norwegii lub Wielkiej Brytanii (ewentualnie z Danii). Najczęściej pojawiającymi się tanimi lotami, są te relacji Stavanger-Keflavik, Bergen-Keflavik, Birmingham-Keflavik, Londyn-Keflavik. Przewoźnikami na tych trasach są WowAir i Icelandair. Druga firma jest na tyle przyjazna klientowi, że pozwala na odprawę on-line, a obsługa też niczego sobie.

Od niedawna Wizz Air uruchomiło połączenie bezpośrednie na trasie Gdańsk-Keflavik. Póki co, kusi ono atrakcyjną ceną i warunkami – zobaczymy jak długo. link

Opcja 2: Prom/jachtostop

Drugim i mam wrażenie, że ostatnim sposobem na dostanie się na wyspę, jest skorzystanie z promu. Nie jest to w żaden sposób opłacalna opcja dla autostopowiczów. Ma ona sens wtedy, gdy będziemy podróżowali własnym samochodem, ponieważ opłaty są pobierane wedle zasady: samochód+ilość ludzi=cena. Promy kursują z Hirtshals (Dania) lub Bergen(Norwegia) do Seysdisfjordur. Statki dodatkowo zatrzymują się na Wyspach Owczych.

Nigdy nie słyszałem,by ktoś dopłynął na wyspę jachtostopem. Nie twierdzę, że jest to niewykonalne, tylko mało popularne.

Kiedy lecieć?

Wszystko zależy od celu wycieczki. Jeżeli planujesz zobaczyć zorzę polarną – leć w we wrześniu/październiku. Wtedy następują nagłe, duże zmiany temperatur powietrza, co sprzyja powstawaniu zórz polarnych. Jeżeli chcesz ulepić bałwana i pobawić się w chowanego w śniegowych tunelach – wybierz grudzień. Jeżeli jednak chcesz zobaczyć piękną zieleń, księżycowe krajobrazy i przy tym nie zamarznąć na kostkę lodu – proponuję przełom lipca i sierpnia.
Co prawda, jest już wtedy po przesileniu, ale dzień jest ciągle na tyle długi, byś miał problemy z zaśnięciem.

Im bliżej przełomu – tym wyższa średnia temperatura i mniejsza szansa na deszcz. Z drugiej strony, im bliżej końca sierpnia, tym większa szansa na zobaczenie zorzy.

daily_hours_of_daylight_and_twilight_hours_h

Ludzie, język, kultura

Islandczycy uchodzą za zamknięty i niezbyt ufny naród. Jeżeli jednak uda się zdobyć zaufanie osoby, można wiele zyskać. Ludzie przychylniej patrzą, gdy znasz jakieś podstawowe słówka lub chociaż, gdy jesteś w stanie poprawnie przeczytać nazwę miejsca, do którego chcesz się udać. Nie musisz się martwić, że się nie dogadasz. Przez trzy tygodnie podróży tylko dwa razy musiałem posługiwać się bardziej rękoma niż językiem i to tylko dlatego, że za pierwszym razem kierowca był Francuzem, a za drugim – Ugandczykiem. Islandczycy, bez względu na wiek, świetnie mówią po angielsku. Akcent mają co prawda dosyć twardy, ale i tak brzmi on lepiej niż „ponglisz”.

Islandczycy są dumni ze swojej, jakkolwiek przewrotnej, historii. Na każdym kroku można znaleźć nawiązania do kultu wikingów (ba, są nawet specjalne wioski i festiwale na północnym-zachodzie wyspy) czy do tzw. „Sagi”. Jeżeli nie masz bladego pojęcia ani o jednym, ani o drugim – nic straconego. Gwarantuje Ci, że któryś z kierowców prędzej czy później przybliży Ci losy swojego kraju.

Geografia wyspy

Islandia jest dosyć zróżnicowanym krajem. Na północy można podziwiać liczne klify, wieloryby, pola siarki i spektakularne wodospady. Część zachodnia jest najbardziej zaludniona i obfituje w liczne atrakcje turystyczne – gejzery, park krajobrazowy itp. (są wytyczone nawet specjalne szlaki dla bogatych Niemców; osobiście polecam podążać tzw. „Golden Circle”). Południe wyspy to niekończący się łańcuch wulkanów i lodowców, natomiast wschód to pasma gór i topniejących śniegów. Centralna część wyspy, tzw. „interior” jest niezamieszkana, bez wytyczonych asfaltowych dróg i poruszanie się po niej czymś innym niż samochodem z napędem na cztery koła, może być problematyczne. Trekking jest wskazany, a i autostop jest możliwy, choć trudny do zrealizowania.

Dookoła całej wyspy biegnie autostrada. Nie zdziwcie się jednak, gdy na żadnym odcinku nie uświadczycie więcej niż jednego pasa czy bramek. Stacje benzynowe są rzadkością, aczkolwiek sprostają każdym potrzebom – darmowe WiFi, wystarczającej wielkości toalety, mnogość gniazdek, darmowa gorąca woda do zupek błyskawicznych.

map-of-iceland

Warto wiedzieć, że w centralnej części wyspy znajdują się również góry, które „zatrzymują złą pogodę”. Brzmi, to trochę niedorzecznie, ale tak jest. Gdy front zimnego powietrza napływa znad Grenlandii, wtedy na południu wyspy jest świetna pogoda. Odwrotnie – gdy ostre powietrze znad oceanu przyciąga ze sobą deszcz, rozsądnie jest się udać na północ wyspy – tam będzie ładna pogoda.

Na Islandii nie ma drzew. Te, które zauważycie, to będzie z pewnością fata morgana. Tak serio, to wszystkie naturalnie rosnące drzewa zostały zjedzone przez owce(serio!). Drzewa iglaste, których obecności uświadczycie, albo i nie, są posadzone sztucznie. Nie mniej, brak wysokiej roślinności wiąże się z tym, że wieje. BARDZO. Tak bardzo, że zdmuchnęło mnie wraz z moim plecakiem z drogi.

Waluta, ceny

Walutą jest islandzka korona 1 ISK = 0.027 PLN. Pieniążki najlepiej wymieniać w bankach, tylko uwaga: w dni robocze czynne do 16:00, w weekendy – zamknięte.
Ceny, tak jak krajobrazy, nie z tej Ziemi. Zakupy proponuję robić albo w Bonusie, albo w Kronanie. Ten pierwszy, to odpowiednik naszej Biedronki i jeżeli widzi się kogoś z siatą z charakterystyczną świnką w logo, to prawie na pewno jest to Polak. W pozostałych marketach ceny są proporcjonalnie droższe, a produkty podobne.
Przykładowe ceny:
Skyr (mały) – 3zł
Chleb tostowy (1kg) – 8zł
Sok(1l) – 3zł
Hamburger-10zł
Pizza w barze – cena za margheritę zaczyna się od 40zł
Piwo(niskoprocentowe)-7zł
Zupka błyskawiczna-1zł
Paczka „papierowych” parówek – 10zł
Towary luksusowe – mięsa, słodycze, sery są kilka razy droższe niż w Polsce.

Noclegi

Teoretycznie prawo zabrania rozbijania się na dziko, praktycznie…
Praktycznie na Islandii jest więcej owiec niż ludzi, więc nawet nie bardzo jest kogo zapytać się o pozwolenie, czy od kogo dostać pouczenie. Nie mniej, znakomita większość terenów wyspy jest własnością prywatną, więc miejsca należy wybierać rozsądnie. Nie polecam campingów, chyba, że jako wolontariusz na zasadzie „popracuję, a w zamian mam za darmo dostęp do części sanitarnej campingu”. Pola namiotowe są drogie, bezsensowne i powiedziałbym, że im dalej od Reykjaviku, tym bardziej „prowizoryczne”.

Zapomnijcie o Couchsurfingu. Legenda głosi, że ktoś kiedyś znalazł hosta w Reykjaviku (tak, jak w Zakopanem). Niby, są aktywne osoby w grupie”emergency” , ale… (akapit „O mniej kulturalnej stronie Islandii„)

Jeżeli wylądujecie w Keflaviku na lotnisku wieczorem zapomnijcie o przespanej nocy. Ochrona co jakiś czas chodzi i budzi śpiących podróżujących. Od tak, dla zasady. Co ciekawe, mundurowi są upierdliwi tylko po zmroku. Nie mają problemu z tym, że ktoś będzie spał w ciągu dnia.

Jeżeli wylądujecie w Reykjaviku na noc i nie będziecie mieli się gdzie podziać, idźcie na dworzec autobusowy. Jest on otwarty całą dobę, ławki są niewygodne, ale przynajmniej jest ciepło i nie wieje.

Jedzenie

Tradycyjne

Skyr – cudowny jogurt, w smaku i konsystencji przypominający danonka. Występują w licznych gromadach w Bonusie, każdy z innym owocowym dodatkiem. Naturalne mi nie smakowały – zbyt słone/kwaśne/bezpostaciowe.

Kjötsúpa – mięsna zupa, zwykle gotowana na baraninie. Całkiem smaczna, choć przypomina gulasz ze zbyt dużą ilością wody.

Nie odważyłem się zjeść sfermentowanego rekina, ani wieloryba, więc nie jestem w stanie powiedzieć czy warto.

„Wskazówki dnia”

  • Na Islandii doskonale działa freeganizm i można na tym nieźle żyć. Wiele supermarketów wystawia poobijane czy bliskie-końca-terminu-ważności produkty na tyły budynków i można bez większych problemów je wziąć.
  • W większości Bonusów, w godzinach porannych, można dostać darmową kawę. Nikt nie patrzy ile kubków sobie nalejesz.
  • Alkohol wysokoprocentowy dostępny tylko w jednej sieci sklepów. Jego cena przyprawia o zawrót głowy, zanim weźmiesz pierwszy łyk.
  • Nie kupujcie butelkowanej wody. Woda na Islandii jest najczystszą na Świecie, więc śmiało możecie ją pić prosto ze strumyka.

Autostop

Jedna główna droga i geografia wyspy sprawiają, że z łapaniem samochodów bywa różnie. Na południu, w miejscach częściej odwiedzanych przez turystów, bez problemu; na północy – tragedia (można stać nawet kilka godzin tylko dlatego, że nie ma ruchu). Zarówno Islandczycy, jak i turyści, ochoczo się zatrzymują. Miejscowi są w stanie przekazać więcej ciekawostek, turyści natomiast jeżdżą od atrakcji do atrakcji, co w większości przypadków, pokrywa się z trasą, którą sami chcemy pokonać. Zdarzyło się, że para Belgów zabierała mnie z drogi kilkukrotnie, więc pozostawcie dobre wrażenie i wymieniajcie się numerami telefonów.

Na wyspie można spodziewać się tłumów autostopowiczów. Niejednokrotnie stałem w kolejce, by łapać podwózkę. Wszyscy są jednak mili i uśmiechnięci (tak długo jak nie wieje w twarz).

Jak dla mnie – nie ma znaczenia, czy stoi się z tabliczką czy bez (chyba, że przy wyjeździe z Reykjaviku). Jedna droga sprawia, że każdy podąża w tym samym kierunku, więc kciuk jest wystarczający.

O czym nie możesz zapomnieć

  1. CZAPKA – jeżeli zapomnisz, to czeka Cię dosyć drogi wydatek. Jeżeli zobaczysz kogoś biegającego po dworze bez czapki, to pewnie tak jak Ty, zapomniał ją wziąć z domu.
  2. CZAPKA – serio. Nie zapomnijcie.
  3. Windstopper – latem na Islandii nie ma aż tak dużych opadów deszczu, więc kurtka przeciwdeszczowa jest zbędna. Potrzebna jest za to odzież chroniąca nas przed wiatrem.
  4. Bielizna termoaktywna.
  5. Gruby swetr/bluza.
  6. Wytrzymałe, wygodne, rozchodzone buty trekkingowe.
  7. Rękawiczki.
  8. Grube, wełniane skarpety.
  9. Śpiwór puchowy/syntetyczny. Mój miał komfort -2 i było mi w nim ciepło. Nawet pozwalał on na spanie „pod chmurką”.
  10. Strój kąpielowy – może wyglądać to dziwnie z powyższym zestawieniem, ale chyba warto go mieć na wypadek „gorących źródeł”.
  11. Pokrowiec na plecak. Prędzej czy później zacznie padać, więc warto mieć czym zabezpieczyć swój dobytek.
  12. CZAPKA…

9 thoughts on “Islandia autostopem – poradnik praktyczny”

  1. bardzo fajne podsumowanie – jeżeli kiedyś będę się wybierać na wyspę, na pewno skorzystam. zachęcasz, szczególnie tym, że autostopowicze są parę razy zabierani przez te same osoby – to jest suuuper, szczególnie, że gdy się stopuje, to zazwyczaj ze świadomością, że nigdy w życiu już się nie spotkamy 🙂

  2. Fajny post!
    Zaciekawił mnie tytuł, bo pamiętając moją wyprawę na Islandię to zbyt wielu samochodów nie zauważyliśmy, więc to może być problem z łapaniem stopa, co prawda to był czerwiec, więc nie środek letniego sezonu.

Śmiało, powiedz co o tym myślisz!