Moja Atlantyda

Bo nie pieniądze, lecz wspomnienia i czyny czynią nas bogatymi ludźmi.

Wiele osób wyrusza w podróż dla samej przyjemności wyruszenia. Ma to swoje uzasadnienie. Sam wielokrotnie doświadczyłem tego dreszczyku emocji, gdy łapałem pierwszego stopa w trakcie trasy. Towarzyszyła temu z pewnością, poza ogólną ekscytacją, niepewność oraz wątpliwości w powodzenie wyprawy. Tym razem było inaczej…

Nie będę tego ukrywał, podróżuję, bo się boję. Boję się dorosłości.
Niejednokrotnie słyszałem od znajomych „stary Ty to masz jaja, że nie cykasz się tak jeździć”. Dopiero teraz sobie uświadomiłem jak niesłusznie dziękowałem za te słowa. Nie, nie jestem odważny. Jestem tchórzem. To Ci wszyscy, którzy tak mi mówili zasługują na brawa i słowa uznania. Życie takiego Kowalskiego jest pełne odpowiedzialności, konsekwencji, zobowiązań wobec dziewczyny czy żony. Musi zadbać o to, by mieć dach nad głową i by mieć na czym ugotować niedzielny rosół. W drodze jest inaczej. W drodze jest człowiek i jego „tu i teraz”. Nie trzeba myśleć, co będzie jutro, bo „jakoś się ułoży”. Nie mówię, że nie trzeba być zaradnym, bo trzeba. Tak samo trzeba być odpowiedzialnym w każdej sytuacji. Nie trzeba natomiast martwić się za drugą osobę, bo jeżeli stanie się coś złego to nam samym i tylko do siebie można mieć o to pretensje.

Ktoś bardzo ważny dla mnie słysząc o tej wyprawie zapytał się mnie z lekką niepewnością w głosie:
„Przed czym uciekasz?”
Wtedy odpowiedziałem bardzo chaotycznie, bardzo na-odwal-się. W tym momencie powiedziałbym wszystko to, co znajduje się tam powyżej. Uciekam, bo się boję. Całkiem logiczne.
Przez hasło „ moja Atlantyda” chciałem nazwać, to wszystko, co we mnie drzemie nieodkryte. Ukryte gdzieś pod warstwą grubej skóry, w cieniu kamiennego serca czeka, by ujrzeć światło dzienne. Można powiedzieć, że ma to charakter takiej podróży w głąb siebie. Atlantyda to również tajemnice, które, wraz ze wspomnieniami, spakowałem do plecaka.

Inna osoba może mi zarzucić, że staram się na siłę dopasować ideologię, że szukam usprawiedliwienia dla swojego postępowania. Po części ta osoba może mieć  rację. Nie mniej, czuję, że ta podróż mnie zmieniła. Nie czuję już przynależności do mojego rodzinnego miasta, bo podobnych miast widziałem wiele. Nie czuję potrzeby prowadzenia „normalnego” życia, bo ciężko mi się w nim odnaleźć. Nie chcę skończyć jako zaszufladkowany korposzczur. Chcę pozostać sobą.

_DSC0079

 

7 thoughts on “Moja Atlantyda”

  1. Warto pamiętać, że wszystko to o czym piszesz to utarte schematy, których nauczyliśmy się od rodziców i naszego społeczeństwa. Czym jest dorosłość? Czy ona w ogóle istnieje? Jeśli tak, to gdzie się zaczyna, a gdzie kończy? Kto ją wymyślił i na czym polega?
    Wszystko to o czym piszesz, znajduje się w Twojej głowie. Wszystkie te hasła „tchórzostwo”, „odwaga”, „odpowiedzialność”, „przeciętny Kowalski” etc. są podparte schematami myślenia społeczności, otoczenia, ludzi którzy nigdy nie mogli zostać uświadomieni, że coś takiego nie istnieje. „Sztuką życia” (w wielkim ” „) jest zdać sobie z tego sprawę, i samemu tworzyć swoje własne przestrzenie, myśli czyste, swoje, prawdziwe. Nie tłumaczyć się, nawet nie próbować. Przez cały czas być w „tu i teraz”.

    1. Nieważne jak bardzo byśmy chcieli, żyjemy w społeczeństwie. Nawet jeżeli odrzucimy wszelkie wartości materialne i zostaniemy hipisami XXI wieku i tak z tyłu głowy będą te schematy, w których zostaliśmy wychowani.
      Tak jak napisałaś/napisałeś, całą notatkę opieram o utarte schematy. Prościej jest się odnieść do czegoś znanego, niż tworzyć na nowo wartości i względem nich starać się odnaleźć w otaczającym świecie. Carpe Diem.

  2. W końcu przyznałeś się, co było przyczyną rozpoczęcia przygody… Dzięki temu już wiesz, dlaczego to robisz, co Tobą kieruje… i jak poprowadzić ścieżkę życiową tak, by nie stracić poczucia sensu działań.

Śmiało, powiedz co o tym myślisz!